Stowarzyszenie Ekologiczno-Kulturowe "Nasza Ziemia"

Jesteśmy niezależną grupą mieszkańców gminy Kosakowo, którym zależy na utrzymaniu turystyczno-rolniczego wizerunku gminy, odwołującego się do wielowiekowej tradycji Północnych Kaszub.

O co walczymy

Aktualności

2019-02-06
Katastrofa ekologiczna w wodach Bałtyku?
Katastrofa ekologiczna. Tak mówią rybacy z nadmorskich miejscowości, którzy coraz częściej wracają z połowów z pustymi sieciami. Reportaż w TVP3 Gdańsk.Katastrofa ekologiczna w wodach Bałtyku?

więcej...

2019-01-11
Kilkadziesiąt martwych ptaków w rejonie Zatoki Puckiej.
Coraz częściej na naszych plażach znajdujemy martwe ptaki. Co jest bardzo niepokojące...Kilkadziesiąt martwych ptaków w rejonie Zatoki Puckiej.

więcej...

2018-11-06
Obchody Setnej Rocznicy Niepodległości Polski.
Obchody Setnej Rocznicy Niepodległości Polski z naszą nowo wybraną Radną w Gminie Kosakowo. Aliną SzydowskąObchody Setnej Rocznicy Niepodległości Polski.

więcej...

2018-10-16
Retransmisja z debaty kandydatów na Wójta Naszej Gminy
Retransmisja z debaty kandydatów na Wójta Gminy KosakowoRetransmisja z debaty kandydatów na Wójta Naszej Gminy

więcej...

zobacz wszystkie aktualności »

Członkowie stowarzyszenia »

Bądź na bieżąco

Zapisz się na newsletter

Będziemy informować Cię o wszystkich ważnych wydarzeniach, które mają miejsce w naszej gminie.

imię:
e-mail:
» rezygnacja

2018-10-06 - Kosakowo w tygodniku Polityka

Zatoka Pucka: przemysł gazowy kontra turystyka

Sól nie tej ziemi

Gdzie się kończy interes państwa, a zaczyna interes wielkiej firmy? I co wolno wielkiemu?
Turystyczna miejscowość Mechelinki w gminie Kosakowo. Wśród mieszkańców gminy ekspansja przemysłu budzi poważne obawy.
Grzegorz Danielewicz/Reporter

Turystyczna miejscowość Mechelinki w gminie Kosakowo. Wśród mieszkańców gminy ekspansja przemysłu budzi poważne obawy.

Rybacy przybrzeżni znad Zatoki Puckiej podnoszą alarm. Jak sięgają pamięcią, tak źle nigdy z rybami nie było. – Fląder jest mniej i są gorszej jakości – chude, 4–6 mm, a powinny mieć teraz 2–3 cm grubości – mówi Zenon Dettlaff z Kuźnicy. – Brzydzę się je jeść. Skóra i kości. Do tego dużo jest chorych, z wrzodziejącymi ranami. Najwięcej przy Suchej Rewie. Świniom bym tego nie dał. Wywalam za burtę.

Opowiada też o innych morskich organizmach. O omułkach, które znikają. O nowym rodzaju glonów (a może sinic), których w szybkim tempie przybywa. Wyglądają jak czerwona wata i bardzo utrudniają połowy. Te zmiany on i jego koledzy skłonni są wiązać z PGNiG. Bo gazowy potentat od kilku lat wypłukuje w złożu soli Mechelinki (gmina Kosakowo koło Gdyni), kilometr pod ziemią, wielkie przestrzenie na magazyny gazu. Powstałą solankę wpuszcza do zatoki.

Rybacy jeszcze nie wiedzą, że w sierpniu i wrześniu br. zespół płetwonurków prowadzący obok dyfuzorów (urządzenia rozpraszające solankę) pomiary zasolenia i tlenu zauważył na dnie większe ilości martwych ryb, różnych gatunków. Same pomiary wypadły pomyślnie, oba badane parametry mieściły się w normie.

Skąd się wzięła Nasza Ziemia?

Gdyby Marcin Buchna z Kosakowa, prezes Stowarzyszenia Ekologiczno-Kulturowego Nasza Ziemia, wiedział o martwych rybach, toby alarmował. Bo objeżdża różne rybackie konwentykle i opowiada o solance. Wiadomo, że do zatoki nie trafia kryniczanka z dodatkiem soli, jaką gospodynie doprawiają posiłki. Podziemne magazyny wypłukuje się oczyszczonymi ściekami. Niby nic, w końcu są to ścieki z oczyszczalni Dębogórze, które tak czy owak są zrzucane do zatoki. Ale on tłumaczy, że w wypłukiwanym złożu mogą być domieszki różności, także metali ciężkich. Buchna ma uprawnienia niższego dozoru górniczego. Wie, jak to jest w przypadku żwirowni. Według geologów jest tam piasek i żwir. Ale w praktyce w ścianach piasku zdarzają się zastrzały marglu i gliny. I że podobnie może być w pokładach soli.

Lider Naszej Ziemi podkreśla, że prowadzony monitoring uwzględnia niewiele parametrów. Że prowadzi go firma działająca na zlecenie inwestora. Że przydałyby się badania niezależne i wykraczające poza to, co urzędy odpowiedzialne za stan środowiska nakazały PGNiG kontrolować. Przypomina, że gdy Uniwersytet Gdański zamontował w rejonie zrzutu solanki 5 czujników, to dwa z nich, w tym jeden kluczowy dla badania, zniknęły. Ale nie można wykluczyć przypadku.

Przy PGNiG i jego inwestycji Nasza Ziemia jest jak biblijny Dawid, któremu przyszło się mierzyć z Goliatem. Mała lokalna organizacja i potężny bogaty koncern. W Kosakowie nad Zatoką Pucką pojawił się w związku z zamierzeniem, które ma powszechną aprobatę. Budowa kawern jest bowiem związana z Gazoportem w Świnoujściu i polityką uniezależniania się od gazu rosyjskiego. I początkowo ludzie w Kosakowie odnieśli się z pełnym zrozumieniem do potrzeb „bezpieczeństwa energetycznego kraju”.

Z informacji, które mieli, wynikało, że chodzi o 10 kawern o łącznej pojemności 250 mln m sześc. To pod ziemią. Na ziemi – infrastruktura towarzysząca, w tym gazociąg, łączący magazyny ze Świnoujściem i resztą kraju. Dobry klimat budowały też deklaracje koncernu, że zafunduje gminie kanalizację. To były obiecanki cacanki. A gdy budowa ruszyła, PGNiG zaczął się rozpychać. Chciał więcej kawern, więcej gazociągów i boi rozładunkowej dla statków z gazem na zatoce, niedaleko wsi letniskowo-rybackiej Mechelinki. W 2010 r., ze względu na te mocarstwowe plany, gmina rozpoczęła pracę nad zmianą studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego. Studium jest wykładnią polityki rozwojowej gminy. Na jego podstawie powstają miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego, które są prawem lokalnym, podstawą do wydawania lub odmawiania zgody na budowę.

Bunt podniósł się w 2013 r., gdy mieszkańcy zobaczyli projektowane zmiany. Na przykład to, że koncern chce poszerzyć obszar swoich interesów ze 127 ha do ponad 700 ha. Że przez wieś Mosty, a potem skrajem rezerwatu czapli, ma być poprowadzony gazociąg wysokich ciśnień. Bo tak najtaniej. Co gorsza, mieszkańcy zorientowali się przez przypadek. Wtedy powstała Nasza Ziemia – lokalna organizacja patrząca na ręce władzy i inwestorowi.

Jesienią 2013 r. w gminie doszło do referendum. Mieszkańcy powiedzieli „nie” dalszej ekspansji przemysłu. Uznali, że jego nadmiar koliduje z turystyką, z szansami, jakie stwarza Zatoka Pucka, chroniona przyroda i krajobraz. Tutejsze wczasowisko Rewa jest mekką wind- i kitesurferów. Przybywa hoteli i pensjonatów. W tych najlepszych ceny osiągają pułap sopockiego Grand Hotelu. Mieszczuchy poprzenosiły się tu, by być bliżej przyrody. Ostatnio pojawiły się przymiarki do budowy na kanałach przecinających tutejsze łąki wielkiej mariny dla 2 tys. jachtów.

Klucze i wytrychy

Po referendum Nasza Ziemia pilnowała planowania przestrzennego, żeby nie znalazł się tam żaden niepożądany zapis, który mógłby stanowić furtkę dla niechcianych inwestycji. Nie tylko związanych z działalnością PGNiG. Także z odpadami niebezpiecznymi. Bo kawerny solne świetnie się nadają do ich przechowywania. I w dwóch różnych prognozach środowiskowych związanych z planowaniem przestrzennym wychwycili tego typu zapisy. Jeden ogólnikowy, sformułowany jako „lub składowanie odpadów w górotworze”. Drugi informował: w złożu Mechelinki w 2009 r. „rozpoczęta została budowa kawernowego magazynu gazu”, „a także bezpiecznych podziemnych składowisk niebezpiecznych odpadów”. Wytłumaczono im, że to pomyłka, i usunięto. Niepokój pozostał.

PGNiG też najpierw próbowało wpisać się ze swymi projektami w plany. I gminne, i wojewódzkie. To się nie udało. Nie mając klucza, koncern sięgnął po wytrych, jakim jest specustawa z 24 kwietnia 2009 r. o inwestycjach związanych z terminalem regazyfikacyjnym skroplonego gazu ziemnego w Świnoujściu.

Specustawa pozwala pominąć tę planistyczną mitręgę i wolę lokalnej społeczności, ogranicza też część konstytucyjnych praw obywateli (np. dotyczących własności). Specustawa z 2009 r. miała ułatwić budowę Gazoportu i infrastruktury towarzyszącej. Gdy ją uchwalono, kawerny w Kosakowie miały wszystkie wymagane pozwolenia, włącznie z koncesją na wydobycie soli, wydaną w 2001 r. Dlatego działacze Naszej Ziemi uważają, że gazowy gigant nagina teraz specustawę do swoich celów, w sposób nieuprawniony usiłuje poszerzyć jej zakres. Podpierają się opiniami prawnymi oraz prostym pytaniem: czemu PGNiG, mając w garści taki atut, dający taką moc, zabiegało przez kilka lat, żeby uzyskać stosowne zapisy w zwykłym trybie planowania przestrzennego? Szukali klucza do drzwi, które od 2009 r. stały przed nimi otworem?

Fragment instalacji kawernowego podziemnego magazynu gazu w Kosakowie należącego do PGNiG.
Łukasz Dejnarowicz/Forum

Fragment instalacji kawernowego podziemnego magazynu gazu w Kosakowie należącego do PGNiG.

Z pierwszej dziesiątki kawern, którym Kosakowo nigdy się nie sprzeciwiało, pięć jest gotowych, trzy w trakcie wypłukiwania, zaś pozostałe dwie mają być oddane w 2021 r. Koncern, powołując się na specustawę, chce zbudować kolejnych 10, co łącznie da pojemność 655 mln m sześc. gazu. Wszystko w imię „bezpieczeństwa energetycznego kraju”. To hasło kończy zwykle rozmowę. POLITYKA zwróciła się o wskazanie dokumentu, z którego jednoznacznie wynika, że te 655 mln m sześc. musi być uzyskane w Kosakowie. PGNiG w odpowiedzi tradycyjnie przywołało strategię „Polityka energetyczna Polski do 2030 roku” oraz wspomnianą wyżej specustawę. Ale próżno tam szukać konkretów objętych pytaniem. Na podstawie tych dokumentów inwestor równie dobrze mógłby przekonywać, że musi wypłukać w Kosakowie 100 kawern.

W Naszej Ziemi uważają, że urzędy centralne procedują w taki sposób, by ostatecznie stworzyć sytuację, w której żaden sąd administracyjny nie będzie już mógł zmienić ani uchylić zaskarżonych decyzji.

Gdy Nasza Ziemia składała kolejne skargi na rozbudowę kawern, Jan Gawęda, działacz Solidarności przy Inowrocławskich Kopalniach Soli Solino SA, słał prośby, m.in. do premier Beaty Szydło, by takie magazyny, zarówno paliw płynnych, jak i gazu, rozbudowywać, wypłukując sól z ich regionu, dla którego będzie to oznaczało rozwój. Oni swoją solankę dostarczają do zakładów chemicznych i Uzdrowiska Inowrocław. Gawędę oburza, że w Kosakowie sól jest traktowana jako odpad. Że zrzucanie jej do zatoki to niszczenie dobra, które powinno służyć przyszłym pokoleniom. Z kolei Jacek Wittbrodt, prezes Zrzeszenia Rybaków Morskich we Władysławowie, też mówi o niszczeniu, tyle że Zatoki Puckiej, która również należy do dziedzictwa pokoleń.

Więc w czym problem, skoro można by zadowolić dwie społeczności? Według Gawędy wszystko rozbija się o brak jasnej strategii państwa dotyczącej podziemnego magazynowania, więc potężne koncerny mogą się szarogęsić. Ich biznesowe interesy często są utożsamiane z interesem państwa.

Co powie ryba?

Wróćmy jednak do Zatoki Puckiej, do ryb, których brak, są chore albo martwe. O tych ostatnich wiemy dzięki prof. Marcinowi Węsławskiemu z Instytutu Oceanologii PAN. Uważa on, iż jeden z możliwych scenariuszy jest taki, że zjawiska szkodliwe nie zachodzą tam w sposób ciągły. Są to zdarzenia, które trwają np. kilka godzin, a potem ustają, pozostawiając po sobie martwe ryby.

– Tego rodzaju zdarzeń nie da się stwierdzić, odwiedzając dyfuzor raz w miesiącu o godz. 16.00 – powiada profesor. Wymienia też inne ewentualności: nowe choroby ryb, wirusy, bakterie, grzyby, pasożyty albo nowe toksyny z nowo pojawiających się gatunków czy szczepów sinic. Dużo tego. Trzeba zbadać. Potrzeba czasu. Przynajmniej rok, żeby objąć pełne cykle życiowe organizmów i sezony pogodowe.

W sprawę zaangażowało się Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej. Sporządzenie wstępnej ekspertyzy, po której miałyby nastąpić badania, zleciło Morskiemu Instytutowi Rybackiemu (MIR) w Gdyni. „Spadek zasobów ryb – informuje ministerstwo – prawdopodobnie związany jest ze zmianą parametrów wody w rejonie Zatoki Puckiej, dlatego też MGMiŻŚ podjęło rozmowy z różnymi podmiotami działającymi na tym obszarze, które potencjalnie mogą mieć wpływ na środowisko morskie, w celu wypracowania dialogu i podjęcia wspólnych działań związanych z przeprowadzeniem badań wód Zatoki Puckiej”. W praktyce chodzi o dwie firmy – Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji z Gdyni, któremu podlega oczyszczalnia ścieków Dębogórze, oraz PGNiG z solanką. A dialog dotyczy „przekazania na zasadzie dobrowolności” danych, które są niezbędne do analiz, jaki wpływ zrzuty solanki i oczyszczone ścieki mają na stan zatoki.

Co się kryje za tą ekwilibrystyką słowną? W MIR mówią, że obie firmy robią to, na co dostały pozwolenie wodno-prawne. Działają lege artis. Z monitoringu prowadzonego przez każdą z nich nie wynikają żadne nieprawidłowości. Oczyszczonych ścieków trafia do zatoki dużo więcej niż solanki, ale są one badane w o wiele większym zakresie niż zrzuty z kawern. Czyli więcej o nich wiadomo. Natomiast pozwolenie wodno-prawne wydane PGNiG jest liberalne w stosunku do inwestora. W rezultacie analizy, do których został on zobowiązany, są „bardzo zgrubne”. Tymczasem sól w każdym odwiercie może się różnić składem chemicznym. Ba, skład solanki może się zmieniać w trakcie ługowania. Raz może być w niej – dajmy na to – więcej chlorku sodu, innym razem chlorku potasu, a każdy z tych składników inaczej działa na środowisko.

Właśnie z dostępem do solanki powstał problem. Naukowcy z MIR chcą przeprowadzić eksperymenty hodowlane z jej użyciem. Sprawdzić, jak wpływa na ryby i inne organizmy. Do spotkania z PGNiG doszło na początku października. Stanęło na tym, że MGMiŻŚ, któremu podlega MIR, ma wyjaśnić tę sprawę z Ministerstwem Energii, któremu podlega PGNiG. I jak na razie (rozmawiamy 17 listopada) brak odzewu. PGNiG, indagowane przez POLITYKĘ o powody zwłoki, odpowiada, że na prośbę MGMiŻŚ przekazało MIR wyniki badań monitoringu wód Zatoki Puckiej. „Badania te potwierdzają, że zrzut solanki nie ma negatywnego wpływu na stan środowiska wód Zatoki Puckiej”. O dostępie do solanki ani słowa. Jakby pytanie nie padło.

Prof. Węsławski uważa, że dla tak wrażliwego rejonu – cennego przyrodniczo, atrakcyjnego turystycznie – można by stworzyć specjalny monitoring. Pełny – uwzględniający dopływ wód pościekowych i wód pościekowych zasolonych.

– Nie rozumiem – mówi profesor – dlaczego inwestor, który od początku wie, że ma przeciwko sobie nieufną ludność miejscową i jego działanie stwarza potencjalne zagrożenie dla środowiska, nie chce działać w sposób transparentny – umieścić na dostępnej powszechnie stronie internetowej aktualne pomiary zasolenia, tlenu, dane o składzie solanki, wykresy pokazujące ilość solanki, jaką się wypuszcza etc. Do tego zainstalować kamerę podwodną przy dyfuzorze, gdzie każdy będzie mógł na własne oczy zobaczyć, jak wygląda dno w tym rejonie i co się tam w danej chwili dzieje. To są sprawy proste technicznie, niedrogie i nie naruszają żadnych tajemnic – techniczno-przemysłowych.

Niedrogie... Pieniądze nie są tu chyba kwestią kluczową. Prędzej priorytety. Przed Dniem Niepodległości PGNiG postawiło na sławne (nosił taką sam prezes Kaczyński) patriotyczne peleryny z orłem i firmowym logo, dodawane darmowo do gazety, którą ceni sobie aktualna władza. Może zwyczajnie taka inwestycja szybciej się zwraca niż zaufanie mieszkańców tej czy innej gminy. Bez niego, jak widać, można się obejść.



Ryszarda Socha 5 grudnia 2017

Tereśc artykułu znajduje się pod linkiem www.poltyka.pl
2016 © NaszaZiemia.org
tworzenie stron Webton.pl